Menu

Out of box

Podróż przez Azję i nie tylko

Muang Khua, Laos

outofbox

jvaBMsKdaZ8kmj9IHX

 CeFnzMgaFcmFcaWZoX
5M0QWvmKyYFZdkMdJX

xZXxuAzcqJWspaxZCX

4bPsGzhoKAtnVPWxIX

gCjzRvTZJEyHUPYPaX

IayBLSYUKuJSgPoAAX

7kfniu1yvXo6YbAaMX

Rw70bKl8bfo3OCXpNX

y47iRB9EkSBxpJaI6X

Bus dojeżdża do granicy wietnamskiej. To już ostatnie, północne przejście graniczne z Laosem. Budynek wygląda bardzo skromnie. Toalety są na zewnątrz i wyglądają okropnie, nie jestem aż tak zdesperowana. Ustawiamy się w kolejce z paszportami i wszystko idzie sprawnie. Dalej jedziemy do budynku granicznego Laosu. Jest kilka kilometrów dalej. Dostajemy formularze. Oprócz błędów językowych mają rubrykę: rasa. Zostawiam ją pustą. Dziewczyna z Austrii mówi, że na jakiejś granicy kazali jej wpisać rasę kaukaską :)

Chłopaki z Holandii nie mają żadnych pieniędzy. Myśleli, że będzie można płacić kartą :) Najbliższy bankomat jest wiele kilometrów stąd. W końcu płaci za ich wizy kierowca autobusu i zatrzymuje paszporty póki nie wypłacą pieniędzy by mu oddać.

Płacę za moją wizę 30 dolców. Facet każe mi płacić opłatę manipulacyjną w wysokości 1 dolara. Wiem, że to ściema. Na stronach internetowych nie ma żadnego info o opłatach dodatkowych. Mówię mu że nie mam więcej kasy. On odkłada mój paszport na bok. Para z Austrii ma lokalną walutę ale przelicznik na dolary jaki stosuje celnik nie jest uczciwy. Dodatkowo muszą zapłacić kilka dolarów więcej bo chłopak nie ma zdjęcia paszportowego. W końcu poddaję się i płacę tego dolara. Celnik bierze kasą i mówi, że mam iść do następnego okienka. Tam mam zapłacić kolejne 3 dolary. Znów mówię, że nie mam. Celnik chowa mój paszport pod biurko. Wyjaśniają, że to opłata za nadgodziny w weekendy. Czytam informację, którą każdy mógłby sobie wydrukować. Sprawdzam datę, jest piątek. Mówię celnikowi, że ta informacja dotyczy osób przekraczających granice w soboty i niedziele, a dziś jest piątek. On zaczyna się na mnie drzeć, że jak natychmiast nie zapłacę to wstempluje mi pieczątkę wyjazdową i mam wracać do Wietnamu. Na tę kolejną złodziejską opłatę pożyczają mi Austriacy, bo wychodzi taniej w kipach (waluta Laosu) niż płacenie w dolarach. W końcu we trójkę dostajemy nasze paszporty i myślimy, że to koniec. Przechodzimy koło kolejnego okienka, z którego facet mówi pay more – płać więcej. Na szybie ma przylepiona kartkę, że jemu mamy płacić po 2 dolary na jakiś fundusz turystyczny. Dziewczyna z Austrii go mija i idzie w kierunku autobusu. On wybiega z wrzaskiem i zaczyna ją szarpać za ramię a potem za szal. Krzyczymy, że ma jej nie dotykać. Ona zaczyna płakać, celnik drze się na nią, że ma nie płakać. Gdy ja próbuję go minąć mnie też szarpie za ramie i wrzeszczy, że mam zapłacić, ja wrzeszczę, żeby mnie nie dotykał. Chłopak z Austrii idzie za nami. Celnik go szarpie. Chłopak mówi do niego spokojnie, potem trzyma się kolumny, bo celnik cięgnie go w kierunku okienka. W końcu celnik uderza go w ramię i przedstawienie skończone. Jestem w szoku. Brałam pod uwagę, że mogą próbować naciągać cudzoziemców, ale nie spodziewałam się, że dojdzie do rękoczynów. Zrobiłam zdjęcia wszystkich kartek informujących o dodatkowych opłatach i mam zamiar nie odpuścić. Ale dopiero po opuszczeniu granic Laosu. Później myślę, że to jednak tylko byłaby strata mojego czasu. Laotańczycy mają opinię bardzo spokojnych, przyjaznych ludzi. Powitanie w tym kraju nijak się ma do tej opinii.

Autobus jedzie jeszcze przez kilka godzin. Po drodze zatrzymujemy się na jedzenie i toaletę. Dojeżdżamy do pierwszej miejscowości z bankomatami. Holendrzy muszą oddać kierowcy pieniądze za wizę. Ja oddaję Austriakom za jedną z ''dodatkowych opłat'' na granicy. Z okna widzę góry i wiszący most nad rzeką. Po cichu proszę bo to było już Muang Khua. I jest:)

Znajdujemy gusthouse z pięknym widokiem, właśnie na wiszący most. Biorę prysznic w lodowatej wodzie. Potem idę na spacer. Patrzę na ludzi piorących w rzece i łowiących ryby na długie patyki.

Wokół piękne góry porośnięte dżunglą. Miasteczko jest spokojne. Nikt nie naciąga na zakupy. Wieczorem wszyscy razem jemy kolację. A później jest konkurs najobrzydliwszych historii :)

Zasypiam przy dudniącej muzyce z wioskowego karaoke.

Laos to państwo na półwyspie Indochińskim w południowo wschodniej Azji. Jest to jedyne państwo w regionie bez dostępu do morza. Powierzchnia kraju to 237 tys km2. Populacja to niecałe 7 milionów osób.

 

Komentarze (3)

Dodaj komentarz
  • ursula320

    Czesc, dziekuje za odpowiedz, milo mi, ze odpowiedzialas na moje pytania. Pozostaje mi tylko jedno: czy przerwalas prace, czy pracujesz podczas podrozy (na komputerze). Co znow by mnie dziwilo, ale to tak jakby wyniklo z jednej Twojej odpowiedzi. Fajnie, ze wrocilas do podrozy mimo choroby, ze nie boisz sie. Podoba mi sie tez, ze nie wszystko jest zaplanowane w Twojej podrozy. To ciekawej, ale znow trzeba miec odwage, ze kupi sie w ostatniej chwili bilet, ze beda miejsca itd.
    To tyle na tematy ogolno-podroznicze, uwagi i pytania osoby lubiacej podroze, ale wybierajacej raczej podroze zorganizowane, pobyty raczej krotkie, i w dodatku nie za czesto, coz, tak sie ulozylo zycie.
    Nie za wiele wiem o Vietnamie i Laosie, dzieki Tobie, moja wiedza jest szersza, dziekuje. Ludzie sa tam pracowici, widac, jak cos stale przewoza, sprzedaja, uprawiaja pola. I chyba nie za bogaci, to dziedzictwo trudnej historii.Pozdrawiam, milego pobytu w Laosie (mimo incydentu z granica) i do nastepnego wpisu

  • outofbox

    Hej Ursula,
    Dziękuję za komentarz. Nie pracuję, dlatego mogę sobie pozwolić na tak długą podróż :)
    Pozdrawiam serdecznie :)

  • natalenkapiosenka

    :)

© Out of box
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci